23 lutego 2012

sen na jawie...8


 











...widzę młodego człowieka bawiącego się na imprezie w jakimś ośrodku wypoczynkowym...jest noc....młody człowiek wychodzi na zewnątrz z zamiarem popływania sobie w jeziorze...widzę go jak wchodzi do wody z plaży....
..od plaży 10 m głębia, woda zimna...
..nie miał zamiaru pływać..chciał komuś zaimponować...
...myślał, że ktoś za nim wyjdzie a szczególnie pewna dziewczyna...niestety nie doczekał się finału...nikt za nim nie wyszedł...nikt go od tego nie odwiódł....został sam....


 "Może przyjdzie i przytuli powie słowo może dwa i zamartwi się troszeczkę o to co już ma".


..Nie miał zamiaru pływać...ale żeby nie wyjść na błazna..rozebrał się i postanowił wejść do wody ale tylko po to aby się zanurzyć i zmoczyć włosy....chciał   wrócić w glorii na imprezę.... wbudzić zainteresowanie i podziw...
miał w planie bawić sie dalej....


Niestety...stało sie inaczej...idąc w głąb wody trafił na urwany grunt....poszedł jak kłoda...szok termiczny...strach....
Widzę jak nie może dopłynąć do brzegu...stracił orientację..ile miał sił płynął w głąb jeziora....
Widzę jak po 10  a może po 20 m opada z sił....
Gdy ciało zrobiło sie bezwładne zaczął zabierać go łagodny prąd w wodzie na lewą stronę...stojąc twarzą do wody..


Prąd wody w jeziorze biegł wtedy w lewym kierunku, patrząc od plaży, później zakręcał na godz. 11....i zawijał gwałtownie w prawo na godz. 2...

Widzę mieliznę...tam coś osiada...jakieś glony jakieś wodorosty....wydaje mi sie, że wystają z wody...
jest na mieliźnie...łódź tam żadna nie dopłynie...
50 może 70 metrów od brzegu jeziora stojąc przodem do wody...to będzie na godz.10 - 10,30...